Zaznacz stronę
„Przynęta, której nie można przegapić”… to zdanie, które trafiło pod strzechy niemal każdego amerykańskiego domu. Jak to się stało?
Był rok 1⃣9⃣6⃣2⃣, gdy dziennikarz magazynu Life Marshall Smith przebywał w Minnesocie, gdzie zbierał materiał do artykułu nt. drużyny Minnesota Vikings. Przypadkiem usłyszał, że w tym rejonie jest prawdziwy bum na jakieś cudowne przynęty wędkarskie, które cieszą się niesłabnącą sławą. Postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i przy okazji zaproponować swojemu wydawcy tekst na temat fenomenu wędkarskiego wabika. Temat „przeszedł” i trafił do druku. Pewnie nie byłoby to aż tak wielkim wydarzeniem dla Rapali, gdyby nie smutny zbieg okoliczności… śmierć Marilyn Monroe. Legendarna aktorka trafiła na okładkę, a w środku znajdowały się niepublikowane wspomnienia na jej temat. Tym oto sposobem magazyn rozszedł się w rekordowym nakładzie i trafił do niemal każdego amerykanina. Efekt?
„Zostaliśmy zasypani zamówieniami na przynęty Rapala. W mgnieniu oka mieliśmy zamówienia na około trzy miliony sztuk” – wspominał po latach Ron Weber. Zamówień było tak dużo, że w Finlandii nie wyrabiano z produkcją i klienci musieli czekać na pojawienie się wabików.
Sława Rapali stała się tak wielka, że w ośrodkach wędkarskich wabiki Rapala wypożyczano wędkarzom za kilka dolarów, co było wówczas sporym wydatkiem- chętnych jednak nie brakowało. Tak samo, jak klientów w sklepach, którzy płacili nawet 25 dolarów za wabiki Lauriego Rapali, podczas gdy topowe przynęty wędkarskie kosztowały wtedy 1 dolara! Ich ręczna produkcja i sprowadzenie do Stanów Zjednoczonych było jednak kosztowne, ale mimo tego wędkarze robili wszystko, by zdobyć te owiane legendą i piekielnie skuteczne minnowy…
A co było dalej? Już jutro ostatni odcinek niezwykłej historii naszej marki .