„Przynęta, której nie można przegapić”… to zdanie, które trafiło pod strzechy niemal każdego amerykańskiego domu. Jak to się stało?
Był rok 


, gdy dziennikarz magazynu Life Marshall Smith przebywał w Minnesocie, gdzie zbierał materiał do artykułu nt. drużyny Minnesota Vikings. Przypadkiem usłyszał, że w tym rejonie jest prawdziwy bum na jakieś cudowne przynęty wędkarskie, które cieszą się niesłabnącą sławą. Postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i przy okazji zaproponować swojemu wydawcy tekst na temat fenomenu wędkarskiego wabika. Temat „przeszedł” i trafił do druku. Pewnie nie byłoby to aż tak wielkim wydarzeniem dla Rapali, gdyby nie smutny zbieg okoliczności… śmierć Marilyn Monroe. Legendarna aktorka trafiła na okładkę, a w środku znajdowały się niepublikowane wspomnienia na jej temat. Tym oto sposobem magazyn rozszedł się w rekordowym nakładzie i trafił do niemal każdego amerykanina. Efekt?
„Zostaliśmy zasypani zamówieniami na przynęty Rapala. W mgnieniu oka mieliśmy zamówienia na około trzy miliony sztuk” – wspominał po latach Ron Weber. Zamówień było tak dużo, że w Finlandii nie wyrabiano z produkcją i klienci musieli czekać na pojawienie się wabików.
Sława Rapali stała się tak wielka, że w ośrodkach wędkarskich wabiki Rapala wypożyczano wędkarzom za kilka dolarów, co było wówczas sporym wydatkiem- chętnych jednak nie brakowało. Tak samo, jak klientów w sklepach, którzy płacili nawet 25 dolarów za wabiki Lauriego Rapali, podczas gdy topowe przynęty wędkarskie kosztowały wtedy 1 dolara! Ich ręczna produkcja i sprowadzenie do Stanów Zjednoczonych było jednak kosztowne, ale mimo tego wędkarze robili wszystko, by zdobyć te owiane legendą i piekielnie skuteczne minnowy…
A co było dalej? Już jutro ostatni odcinek niezwykłej historii naszej marki .